
W reklamach widzimy banki, które niczym dobroduszni Mikołajowie rozdają prezenty – m.in. kredyty gotówkowe, które sprawią, że w błogim świątecznym czasie będziemy mogły zapomnieć o kryzysie, o zaciskaniu pasa, o napiętym do granic możliwości budżecie domowym. Najlepiej abyśmy od razu, bez zastanowienia, zgodziły się na propozycję pani, która przez telefon roztacza przed nami wizję wyjątkowo dostatnich świąt. Rzeczywiście… święta to magiczny czas, bo o innej porze roku odłożyłybyśmy słuchawkę w ciągu kilku pierwszych sekund.
Zajrzyjcie jak to wygląda z drugiej strony – jak pracownicy bankowych infolinii/punktów obsługi klienta porównują swoją pracę do pracy w Biedronce (sic!), a my – klienci/klientki jesteśmy tylko kolejną możliwością do podniesienia ich statystyk. Oczywiście, szeregowy pracownik z bankowego call center to tylko trybik w ogromnej, korporacyjnej maszynie. Gratulujemy zatem prezesom banków za niezwykle wyrafinowaną politykę dbania o interesy klientów… (rodem z wilczego kapitalizmu lat ’90 dedykowaną postkomunistycznym krajom, których obywatele nie są dość obyci i świadomi, by móc w swojej większości obronić się przed tego typu ‘świątecznym nagabywaniem’). Stworzyli „tylko” taki system wynagradzania pracowników, który zachęca ich od ‘odpowiedniego’ podejścia do klientów (byle tylko zaspokoić oczekiwania kierownictwa – zmieścić się w wyśrubowanych widełkach sprzedażowych).
Subscribe


